Strony

Wesołych Świąt!!!

piątek, 23 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Wiem że ostatnio Was zaniedbuję,ale mam nadzieję że mi wybaczycie i przyjmiecie skromne życzenia świąteczne, które chcę Wam złożyć:


Wesołych Świąt spędzonych w gronie najbliższych,
Smacznych potraw,
Udanego kolędowania w doborowym towarzystwie
I przede wszystkim dużo,dużo,dużo zdrówka dla wszystkich
oraz spełnienia marzeń i samych życzliwych ludzi wokół Was.

No i jeszcze żebyście ze mną i moim zrzędzeniem wytrzymali jak najdłużej :)
Przesyłam z moimi kochanymi chłopakami.
Czytaj dalej »

Mało świateczne święta

sobota, 17 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Miał być wpis o wyprawie na jarmarki i kiermasze przedświąteczne,ale.........

Zgubiłam wczoraj dowód rejestracyjny do mojego auta.
Pan mąż wziął kluczyki do mojego auta żeby przeszukać samochód czy w nim gdzieś nie posiałam. Oczywiście wypadł mi z etui i wsunął się pod dywanik a ja w nerwach tak szukałam że nie znalazłam.
Ufffffff.......

Najważniejsze że się znalazł.
Ale.
No właśnie. Mój kochany mąż oczywiście miał inne plany niż ja - choć mieliśmy jechać razem! - i pojechał w swoją stronę tylko zabrał kluczyki i mój dowód rejestracyjny ze sobą.Do pozostałych aut gdzieś wsadził i prawdę mówiąc nie wiem gdzie są.Więc ciul z tego że mam 3 samochody pod domem jak jestem uziemiona!!!
Choć go kocham to na prawdę jak mu kiedyś za takie akcje głowy nie odgryzę to będzie dobrze.
Mąż pojechał, a ja z synkiem zostaliśmy w domu.

W dzieciństwie lubiłam święta i przygotowania do nich. Jeździłam do babci i po pomocach w domu rodzinnym pomagałam jeszcze babci w przygotowaniach. Od Mikołaja jakoś tak czuło się już atmosferę świąt.
Od jakiegoś czasu magia coraz bardziej pryska.
Przygotowania? Sprzątać przecież i tak się sprząta w miarę regularnie wszystko.
A jedzenie? Od kiedy jesteśmy na swoim stwierdziłam że nie ma większego sensu gotować nie wiadomo co i w jakichś strasznych ilościach.
Dlaczego?
Gości raczej się nie spodziewam, w dodatku my i tak się wybieramy to tu to tam więc święta musiałyby chyba z tydzień trwać żeby wszystkich obskoczyć i zdążyć przyjąć u siebie. Na Wigilię jeździmy do jednych lub drugich rodziców i zabieram ze sobą tyle to mamy ustalone że mam przygotować.Część zostaje w domu - będzie obiad w pozostałe dwa dni świąt. Gotować nie mam zamiaru nic więcej po tym jak w tamtym roku połowę i tak musiałam wyrzucić bo się popsuło - po prostu nie daliśmy rady wszystkiego zjeść. Wigilia u teściów, Boże Narodzenie u moich rodziców,Szczepan - jazda do szwagierek i ciotek. I po świętach - spędzonych więcej w trasie.
Choinka? Przy moim małym dziczku mamy małą i sztuczną,która stoi ubrana przez cały rok schowana do worka i szafki. W Wigilię ją wyjmuję, odkurzam i stawiam na parapecie, w najmniej uczęszczanym pokoju.
Wiem mało świąteczny klimat i podejście. Dlatego wyjazd na kiermasz czy jarmark wprowadzał mnie przez ostatnie kilka lat w bardziej świąteczny nastrój. Jak się napatrzyłam na te wszystkie ozdoby, szopki czy aniołki to jakoś tak mi się to wszystko udzielało. Zawsze coś kupimy synkowi - drobiazg żeby miał pamiątkę że byliśmy. Pokosztujemy serwowanych potraw,posłuchamy kolęd. Dzięki temu wszystkiemu jakoś mi się tak lżej robi - no udziela mi się i tyle. Mimo że już nie ma tego czaru co kiedyś to jednak jakąś odrobinę zabieram ze sobą.

A w tym roku? Nie czuję świąt w ogóle. Miałam nadzieję że pojedziemy to mi się znowu udzieli choć troszeczkę a tu nici z wyjazdu. Wszystko co mam do zrobienia robię mechanicznie, bez tego entuzjazmu i oczekiwania. Nawet robienie bombek z origami nie jest takie wciągające mimo że próbuję zarazić nimi synka.
Nie wiem czy brak śniegu czy wiek tak działa, że zatraca się pewne dziecięce wyobrażenia. Nie wiem czy to tylko ja tak mam czy większości osób tak się zdarza?
Jest jeszcze tydzień,może akurat coś mnie na nowo choć na chwilę zarazi i znowu poczuję w tym roku święta?

Dziecięca radość i wiara w magię jest cudowna.
Czytaj dalej »

Oddawaj różdżkę, PHONG! Łukasz Wasilewski

środa, 14 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
 Mam dla Was kolejnego e-booka.
Tym razem jest to "Oddawaj różdżkę, PHONG!" napisany przez Łukasza Wasilewskiego.



 Jest to książka o tym jak przewrotny potrafi być los i o tym do czego może doprowadzić determinacja:

"Jeśli się w coś wierzy i ma się co do czegoś pewność, to trzeba o to walczyć jak lew,
bo lepiej płakać po porażce, dzielnej walce i urwanej nodze, niż cieszyć
się po odwrocie w jednym kawałku".

Piotrek pracuje w Fundacji, która "pomaga" kobietom spojrzeć w inny sposób na swoje życie i oczekiwania, głównie względem płci przeciwnej. Chce jednak zmienić coś w swoim życiu,przez co łamie regulamin i ostatnim celom nie wyjawia prawdy o swojej pracy.
Początkowo po odejściu z Fundacji uderza w konkury do Zosi Grocholi - celu. Jednak nie kończy się to zbyt dobrze.
Drugi wybór pada na Tatianę, ale okazuje się być nie do końca tym czego oczekuje.
W końcu decyduje się na Natalię,fankę komiksów i wręcz psychofankę Batmana. Ale, ale..... nie tak szybko. Jako że nie ujawnił się jej uprzednio w dodatku zachował się jak delikatnie mówiąc dupek, nieźle musi się napocić żeby przekonać ją do siebie. Pomaga mu w tym jego najlepszy kolega,z którym pracował w Fundacji. Łamią przy tym notorycznie regulamin,co może się źle dla nich skończyć.Tym bardziej że obowiązuje on nawet po odejściu z pracy.
Gdy już mu się wydaje że Natalia mu wybaczyła i dała szansę umawiają się na spotkanie z jej przyjaciółkami. Krótko mówiąc nie kończy się to zbyt dobrze.
Początkowo Piotrek poddaje się.A po krótkiej rozmowie w trakcie, której Natalia mówi żeby dał jej spokój raz na zawsze, nie widzi nadziei na wspólną przyszłość. Przyjaciel pomaga mu w ostatniej próbie przeprosin i zdobycia jej serca raz na zawsze.
Natalia ma swój styl i gust, który nie wszystkim odpowiada. Nawet jej najlepsza przyjaciółka momentami naciska na zmianę wizerunku,co jej zdaniem podziała na jej korzyść i pomoże w znalezieniu odpowiedniego faceta. Kiedy dowiaduje się że Natalia umawia się na nowo z gościem, który wystawił ja do wiatru próbuje jej go obrzydzić. Jakby wiedziała że obie mają chrapkę na tego samego mężczyznę. Po konfrontacji opowiada o ich przygodzie, czym zasiewa ziarno goryczy. Ale...... kto wie co przyniesie przyszłość?
Sposób w jaki mogą spotkać się po raz kolejny i być może ostatni, jest dość specyficzny i wymaga nie lada gimnastyki żeby zdobyć potrzebne rekwizyty. Ale od czego ma się przyjaciół i zna słabości wybranki.
Nie jestem zwolennikiem torturowania zwierząt, ale polowanie na sowę w wolierze które widziałam oczami wyobraźni przyprawiło mnie o dobry ubaw.
Sztuki walki lubię, więc tym bardziej spotkanie wysłanników z Panem PHONG'iem spodobało mi się jeszcze bardziej.
   
Po części można tu znaleźć przykład męskiej przyjaźni i solidarności, a po części solidarności jajników. Bo jak inaczej nazwać polowanie na Piotrka przez, głównie fanki Zosi?
Jest również "najpotężniejsza broń kobieca". Seksapil i wdzięk posiada każda, tylko nie każda umie go wykorzystać, a inne wręcz same nie mają pojęcia jaką bronią władają.
Determinacja z jaką Piotrek dąży do zdobycia na powrót Natalii jest godna podziwu, choć nie jest może jakimś nadzwyczajnym heroizmem. Ale podoba mi się ten upór. Jak nie drzwiami to oknem, ale musi mieć 100% pewność że został skreślony przez tę dziewczynę.

Fragmenty, które najbardziej przypadły mi do gustu:

" - Heh, wiadomo, kto jest źródłem całego zła na świecie"

"jednak najlepszym zwierzakiem to byłby facet. Taki chłop to sam się
na spacer wyprowadzi i można go zostawić w mieszkaniu z otwartym
oknem. Niby o jedzenie też będzie krzyczał jak najzwyklejszy dachowiec,
ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Aaa, no i najważniejsze – nawet
jeśli ucieknie, to przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia,
że sobie w życiu nie poradzi, a o takiego pieska to jednak trochę bym się
martwiła."
No i cytat zamieszczony na samym początku postu.

Książkę polecam jako miłą, ciekawą lekturę. Może mnie nie porwała, ale skreślić też jej nie mogę, zwłaszcza że miała kilka fajnych momentów.

W mojej skali daję: 7.

Zainteresowanych odsyłam tu:
www.lukaszwasilewski.pl
www.oddawajrozdzke.pl
 A wszystkich na kolejne moje wpisy :)
Czytaj dalej »

Testowanie Piromal 1

sobota, 10 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
#PirolamSzamponTestMeToo

Mam dla Was wpis na temat testowanego obecnie szamponu przeciwłupieżowego Pirolam.




Pierwsze co mnie zaskoczyło to opakowanie. Prawdę mówiąc pierwszy raz spotkałam się z szamponem, który ma ........... dozownik!
Zapach dość przyjemny,delikatny z lekko ziołową nutką.
Konsystencja powiedziałabym że nieco oleista i lepka.
Nie pieni się może jakoś nadzwyczajnie bardzo,ale jest tak że nie pieni się w ogóle - z resztą z informacji jakie znalazłam wynika że substancje w jego składzie nie przyczyniają się do intensywnego spienienia.
Mimo że się nie pieni jakoś nadzwyczajnie to powiedziałabym, że i tak jest dość wydajny.Na długość moich włosów (a są dość gęste i sięgają mi do kolan ) wystarczyło tyle ile nalałam w moją niewielką garść.

Moja pierwsza reakcja jak go użyłam:O Matko,moje włosy!!!
Niestety moje włosy są takie że nie mogę używać każdego szamponu jaki wpadnie mi w ręce - na większość reagują dość specyficznie - sklejają się i to tak że potem nie mogę ich rozczesać.I nawet najlepsze odżywki nie są w stanie tego zmienić.Najzwyczajniej nie pasuje im każdy jeden produkt do włosów dostępny na rynku.
Po pierwszy myciu właśnie tak było,ale "trudno jak już nałożyłam to pierwsze mycie będzie ostatnim.Teraz i tak już nic nie poradzę". Umyłam jeszcze raz.Nałożyłam odżywkę,spłukałam,odczekałam chwilkę żeby nieco podeschły i zabrałam się za rozczesywanie - zawsze, po myciu, rozczesuję jak mam jeszcze nieco wilgotne włosy.
Ku mojemu zaskoczeniu z rozczesaniem nie było aż takich problemów jak zazwyczaj w takich przypadkach.Poszło dość szybko i sprawnie. Uffffff.......
Tak się zestresowałam czesaniem, że dopiero później zorientowałam się iż moje włosy w dotyku są znacznie miększe niż zazwyczaj. Po kilku dniach stwierdziłam że w dalszym ciągu są stosunkowo miękkie.Choć nie przetłuszczają się jakoś bardzo to po użyciu tego szamponu nie przetłuściły się w ogóle. Do tego zauważyłam że łupieżu jest znacznie mniej,a skóra głowy jest mniej podrażniona.

I to wszystko tylko po kilku pierwszych myciach.Mam nadzieję że po kolejnych będzie tylko lepiej pozbędę się łupieżu raz na zawsze.

Zapraszam na kolejne relacje :)
Czytaj dalej »

Canpol babies - Blogosfera

środa, 7 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Witam Was.
Wiecie co?
Lubię wyzwania.
Coraz częściej mam ochotę rozszerzyć swoją przygodę z blogiem i spróbować sił w organizowaniu konkursów. Ostatnio znalazłam informację że Canpol babies co miesiąc organizuje nabór na kolejnych testerów ich produktów. 
Iiiiiiiiiii...............
Jak by było inaczej?
Wysłałam zgłoszenie i trzymam kciuki żeby się udało dostać.
Trzymajcie kciuki ze mną bo jeśli się uda to będzie konkurs , w którym nagrodę będzie sponsorował dla Was Canpol babies.

Zainteresowanych zachęcam również do wzięcia udziału,a poniżej dodaję link:

http://canpolbabies.com/pl/blogosfera 

Co Wy na takie moje szaleństwo?
Hmmm.
Nawet jak się komuś nie podoba to myślę że znajdą się osoby którym przypadnie to do gustu i będą z tego powodu bardzo zadowoleni - zwłaszcza jak się okaże że wygrał :)
 Tak więc trzymać kciuki żeby mi się jednak udało :)
Czytaj dalej »

TestMeToo

Udostępnij ten wpis:
<a href="https://testmetoo.com/dolacz-do-nas/?s=UserStats&k=6&token=928b551ab730d4753c08ec3fe88c67e7"><img alt="TestMeToo - dołącz do nas" style="border: 0; outline: 0;" src="https://testmetoo.com/images/banner1.png"></a>
Czytaj dalej »

Grill

niedziela, 4 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Kto powiedział, że poza sezonem nie można urządzić sobie grilla?
Niegdyś dostałam grill elektryczny.
Prawdę mówiąc to nigdy jakiegoś przekonania do tego sprzętu nie miałam, ale stoi to może sprawdzimy jak to ustrojstwo działa.



Ciągle mam w pamięci czasy gdy zaczęły wchodzić u nas zwykłe,metalowe,przenośne grille stawiane w ogrodach na czas imprezy i chowane gdy tylko węgiel ostygł na tyle że można było bezpiecznie je wysypać.
Mój pomysłowy tatuś nawet w czasie niepogody nie zrażał się do korzystania z niego w efekcie czego na wiacie były rozwieszane jakieś stare kotary żeby uchronić wszystkich zgromadzonych przed deszczem czy śniegiem.Stawiało się ławki z kilku klocków,które później zostały pocięte na pal do pieca, na których była kładziona deska.Takie niemal obozowe warunki podczas szalejącej burzy były super - zwłaszcza dla gówniarza jakim wtedy byłam :)
Jeszcze fajniejsze były warunki nieco bardziej ekstremalne,ale może lepiej publicznie nie będę o nich wspominać.
Bądź co bądź przywykłam do smaku kiełbaski z dozą węgla i pachnących z daleka. Grill elektryczny? Matko co to nie wymyślą? Prądu ciągnie pewnie do diabła a smaku na pewno i tak nie ma takiego jak ta okopcona dymem.

Jak w końcu się zdecydowałam wypróbować tak teraz co jakiś czas serwuję moim chłopakom najczęściej mięsko i warzywka przyrządzone przy użyciu właśnie grilla elektrycznego. I powiem wam tak bardzo szczerze, że przekonałam się do niego,mimo że brakuje mi zapachu dymu.
Ustawiam temperaturę.Kładę produkty i co jakiś czas tylko obrócę na drugą stronę. Płyta wręcz błyskawicznie się nagrzewa i równie szybko stygnie,co nawet przy moim dzikusku nie przeraża mnie tak jak tradycyjny grill.Owszem trzeba pilnować żeby nagrzanego nie dotknął czy nie ściągnął na siebie ale przynajmniej po skończonej pracy chwila moment żeby ostygł i można umyć i schować.
Oczyszczenie też nie jest jakąś wielką filozofią: wystarczy miękka gąbeczka i odrobina płynu.Przetrzeć,spłukać,przetrzeć ręcznikiem papierowym żeby osuszyć i całe sprzątanie. Podobno nadaje się do mycia w zmywarce - nie mam zmywarki więc nie sprawdzałam czy po takim myciu w dalszym ciągu będzie działał.
Dodatkowy plus to to że w niepogodę nie trzeba się gimnastykować żeby grilla móc odpalić.Tu wystarczy mieć na czym go postawić ( najlepiej na w miarę równym podłożu ) no i gniazdko z prądem.
Kabel mnie nieco denerwuje bo jak w większości sprzętów jest bardzo krótki i trzeba wspomagać się przedłużaczem - mam starą kuchnię,w której mam dosłownie 2 gniazdka na krzyż. Ale dzięki temu mam również dodatkowe atrakcje w czasie używania większej ilości sprzętów elektrycznych. Dlaczego? Otóż żeby móc używać więcej rzeczy muszę podłączać je do przedłużacza, który i tak jest podpięty do złodziejki. Jeśli jest tego wszystkiego za dużo czasem kończy się serią fajerwerków z gniazdka i wywaleniem korków. Mimo że wiem o tym to jakoś nieraz nie pomyślę,podłączę to i tamto bo mi potrzebne i dalej z robotą a za moment wołam mojego żeby korki włączył. Jego wzrok wówczas mówi wszystko :) ,a ja zastanawiam się kiedy sfajczę sprzęty,siebie albo dom?
Nawiasem mówiąc to fajnie by było gdyby faktycznie kable przy różnych sprzętach były dłuższe.

A teraz prezentacja tego co ostatnio zrobiłam na moim grillu:








Oczywiście zdjęcia jak zwykle zrobione w ostatniej chwili telefonem, ale na słowo możecie mi uwierzyć że wszystko było pyszne.Z wierzchu ładna chrupiąca skórka, a w środku soczyste zarówno mięsko jak i warzywka. Tylko karkówka była marynowana.Marchewka,pietruszka i buraczek zrobione al dente. 
Ktoś powie że zła matka ze mnie bo serwuję takie jedzenie dziecku,ale powiem szczerze że 1.młody lubi grillowane produkty,a 2.to nie jemy tak codziennie tylko raz na jakiś czas.

Osobiście polecam każdemu kto szuka alternatywy dla tradycyjnego grilla,którego można użyć niemal zawsze i wszędzie - o ile ma się dostęp do prądu - i który nie zajmuje za wiele miejsca.

W mojej ocenie od 1 do 10 daję:9 - i to dlatego że brakuje mi dymu :) 

Czytaj dalej »

Tarnawka

środa, 30 listopada 2016

Udostępnij ten wpis:
Dziś chciałabym się z Wami podzielić jednym z moich ulubionych miejsc.

Mimo że w okolicy są cmentarze z dużą starszymi i lepiej zachowanymi nagrobkami,to ten ma jakiś swój wewnętrzny klimat.
Może właśnie dlatego,że jest mały? Może dlatego,że coraz mniej jestem na nim nagrobków,na których tekst czy datę dałoby się odczytać? A może dlatego że jest po trosze zapomniany?
Fakt,że rzadko tu bywam i mogę się mylić ale nigdy słyszałam,ani nie widziałam żeby ktoś,jak na cmentarzach w dniu Wszystkich Świętych,stał z puszką i zbierał na konserwację starych pomników - może się mylę i po prostu nie trafiłam na taki moment.
Jak tu jestem mam wrażenie że czas tu płynie po swojemu,a natura odbiera co zostało jej zabrane. Nie jeden nagrobek jest porośnięty trawą,Pośrodku nie jednego wyrosło drzewo.Nie jeden ma połamany ze starości krzyż. Mało, który zachował napis,czy chociażby datę dającą się odczytać. Tylko na nielicznych "młodszych" można spotkać zapalony znicz,czy położone kwiaty. O tych starszych zdaje się nikt nie pamiętać - poza naturą. Pośród traw gdzieniegdzie tylko wystaje z ziemi kamienna tablica. Gdzie podziały się inne groby? Zapadły się i zostały obrośnięte tak że już chyba nikt idąc nie zwraca uwagi czy przeszedł po jakimś.
Z tego co wiem obecny kościół rzymskokatolicki to dawna cerkiew greckokatolicka, dlatego wnioskuję że ten stary cmentarz kryje również ciała osób tamtego wyznania.


















Byłam tu już kilka razy ale nigdy nie pomyślałam żeby zabrać ze sobą aparat. Te jak i wiele innych zdjęć zostało zrobionych zwykłym telefonem. Dlatego przepraszam za ich jakość. Jednak w końcu musiałam uwiecznić to miejsce.

Mój dziadek mówił gdy babcia chodziła na cmentarz: "Po co tam tyle latasz.Jeszcze się tam dość należysz". Ja nie wiem co mnie ciągnie na cmentarze, ale ten jest jednym z moich ulubionych.
Ciekawe ile z tego co widzę tu dziś zastanę podczas kolejnej wizyty?
Czytaj dalej »

Zupa z soczewicy

sobota, 26 listopada 2016

Udostępnij ten wpis:
Ostatnio znalazłam ciekawy i stosunkowo prosty przepis na zupę z soczewicy.I choć kilka razy próbowałam już coś z tego wynalazku przygotować,z mizernym skutkiem-mizernym bo choć wykonanie nie było trudne to efekt nie powalał ani wyglądem ani smakiem,to podjęłam kolejną próbę.

Składniki:
150g fileta z kurczaka lub indyka
włoszczyzna:
mała marchewka
mała pietruszka
1/4selera
1/2pora
1/2cebula
1 łyżeczka poszatkowanej natki pietruszki
1 ziemniak
1pomidor bez skórki
1łyżka przecieru pomidorowego
2/3szklanki czerwonej/pomatańczowej soczewicy
+
majeranek
kolendra
oregano
kminek
tymianek
ziele angielskie
liść laurowy
pieprz ziarnisty

Wykonanie:
Mięso umyć, pokroić w kostkę, dodać ziele angielskie, liść laurowy i ziarenka pieprzu i zagotować.
Marchewkę, pietruszkę i selera obrać i dokładnie opłukać. Połowę jednej marchewki odłożyć i zetrzeć na tarce?Resztą warzyw w całości (marchewkę, pietruszkę i selera) dodać do zupy,wrzucić też dokładnie opłukanego pora oraz natkę pietruszki?
Soczewicę opłukać,najlepiej w garnku, zmieniając 3 razy wodę. Ziemniaki? obrać, opłukać i dodać do zupy razem z odłożoną marchewką! oraz soczewicą.Dodać wszystkie zioła i gotować na małym ogniu przez około 20 minut,do miękkości ziemniaków! Dodać pokrojone pomidory,przecier pomidorowy i gotować jeszcze przez około 5 minut.

Zabrałam się do pracy.Przygotowałam wszystkie składniki z listy i czytam co i jak po kolei mam robić. Ładuję kolejno do gara i pierwsze schody zaczynają się w momencie gdy doszłam do marchewki.Skąd mam wziąć drugą skoro na liście składników była napisana tylko jedna i to mała! Spoko. Miałam jeszcze jedną to ją dołożę.Ale!Ale! w takim razie pozostałych składników trzeba dołożyć by zachować proporcje.
No i jak opłukać pokrojoną suszoną - innej nie miałam - pietruszkę? Nic. Na sitku położyłam ścierkę, na nią nasypałam pietruszkę i przepłukałam.Tylko jak teraz mam odkleić pietruszkę od mokrej ściery i czy proporcja ma być przed płukaniem czy po? Oczywiście gdy próbowałam strzepnąć pietruszkę do garnka wpadła mi ścierka! Ale udało się ja wyłowić :)
Poszukałam większy garnek.To co już było przelałam do niego i całą procedurę powtórzyłam od nowa.Kolejne składniki - w zwiększonej ilości - lądują w garnku,aż do momentu gdy przyszła pora na ziemniaki!W składnikach znowu była mowa tylko o 1 a tu mi każą dać co najmniej dwa. Ale ile konkretnie? Nic idę do piwnicy - na szczęście mąż świeżej dostawy od teściowej jeszcze nie zrobił. Jest 5 sztuk.Dobra niech będzie. Obrałam na prędkości,umyłam i do gara. I znowu upssssssss!!!! Gar za mały. Poszukałam większego.Przelałam do niego i jazda dalej.
Jednak prawdziwa załamka przyszła gdy dotarłam do momentu kiedy trzeba było dodać zioła. K.....wa!!!!!!
Ile?
Szczyptę?
Dwie?
Paczkę?
Doniczkę?
Na szczęście w doniczce nie miałam.Ale w opakowaniach i owszem i to po 3 sztuki każdego w potrzebnych ziół.
Myślę.Myślę i stwierdziłam że chyba po 1 paczce styknie.Więc ląduja po kolei jak leci i czekam aż ziemniaki zmiękną.
Dodałam resztę składników i voila! Zupa gotowa!
Tylko zapas mamy na cały tydzień i to tylko dlatego że część włożyłam do pojemnika i zamroziłam - żeby się nie popsuło zanim skończymy jeść :)
No i chłopaki narzekają że opakowania z ziół trochę twarde i że przypalona - w końcu w przepisie nie było napisane że trzeba mieszać.

A tak poważnie to zupy akurat tej jeszcze nie próbowałam gotować, ale co niektóre przepisy są tak napisane że trzeba się trochę nagłówkować żeby jakimś prawem je ogarnąć, a dla kogoś niewtajemniczonego  jak coś nie jest napisane i wyszczególnione dużymi literami to znaczy że tego nie trzeba robić.Dlatego taka mała, skromna prośba - jak piszecie przepisy komuś to napiszcie mu wszystko jasno i wyraźnie.

Tak prezentowała się na zdjęciu w gazecie:






Może kiedyś się zmobilizuję i spróbuję ugotować tę zupę :)
Czytaj dalej »

Matera 2019 Danka Markiewicz

wtorek, 22 listopada 2016

Udostępnij ten wpis:
Dziś mam dla Was recenzję kolejnego e - booka autorstwa Danuty Markiewicz.

Jest to mini powieść,której akcja rozgrywa się mieście Matera,we Włoszech. Ludzie żyją w jaskiniach,na napromieniowanej w wyniku działań wojennych ziemi Sassi. Przywódca uczy ich żywienia się praną oraz akceptacji tu i teraz, zapada na nieuleczalną chorobę w wyniku czego umiera.To z kolei prowadzi do zachwiania ich równowagi, a na przywódcę próbuje się kreować osoba o zgoła zupełnie odmiennych poglądach. Co wcale nie poprawia jakości życia ludzi.
Mają możliwość zmiany warunków swojego bytu jednak nie chcą stracić własnej tożsamości i człowieczeństwa.
Gaia poznaje Riddick'a, który próbuje przekonać ją o słuszności ich postępowania i w pewien sposób przekonać do swoich racji. Zmian można dokonywać na każdej płaszczyźnie, w każdych warunkach i wszędzie gdzie się tego chce. Dziewczyna pełna ciekawości zgadza się na wycieczkę do jego świata. Gdy orientuje się że zostaje wykorzystana postanawia stanąć na czele swoich towarzyszy.

Książka tak fantastyczna jak realna.Mocarstwa w obecnych czasach dysponują bronią,której użycie może zniszczyć świat w kilka sekund. Jako że nie wiemy co wydarzy się w przyszłości wszystko jest możliwe. Trudno mi uwierzyć, że komukolwiek udałoby się to przetrwać,ale z pewnością ci którzy mieli by takie "szczęście" próbowaliby przeżyć za wszelką cenę. W sumie jestem w stanie zrozumieć tak jedną jak i drugą stronę.Jednak z pewnością wolałabym nie musieć podejmować decyzji,którą z tych dróg obrać. Mnie osobiście nie zadowala żadna z dostępnych możliwości. Nie podoba mi się tak pomysł z ludzkimi hybrydami jak i czekanie na kolejny oddech,którego może nie być.

Może i powieść nie porwała mnie jednak z własnego doświadczenia, z całą pewnością mogę się zgodzić z jednym:
  "Z najgorszego koszmaru można się obudzić! Ten kryzys nas wzmocni..."

 Obyśmy ani my ani przyszłe pokolenia nigdy, nie musieli doświadczyć takiej apokaliptycznej przyszłości. A póki co cieszmy się z tego co mamy dziś :)


Komu mogłabym polecić? Z pewnością komuś kto lubi takie klimaty oraz każdemu ciekawskiemu.

W mojej ocenie 1-10 daję 4.
Po więcej zapraszam:
 oraz do autorki:

Dziękuję autorce za możliwość przeczytania i ogromny szacun za determinację w wydaniu swojej pracy. Kolejna kobieta,która mimo przeciwności dąży do celu - brawo!!!
Czytaj dalej »

Mózg Elektronowy Edukacyjny

poniedziałek, 21 listopada 2016

Udostępnij ten wpis:
Rzadko zdarza mi się kupować coś przypadkiem ale jak coś mi wpadnie w oko,a zwłaszcza jest to coś dla Pawełka to dokonuję zakupu dość spontanicznie.

Opis:

24 plansze z zadaniami
1 podstawa do gry
1 przewodnik do gry
+baterie w zestawie.

Jak grać:
Wybieramy planszę i kładziemy na podstawie tak, by otwory pokryły się z czarnymi punktami na podstawie. Bierzemy do ręki wtyczki, ustawiamy je na dwóch różnych punktach planszy i przyciskamy obie jednocześnie. Jeśli skojarzenie jest poprawne,zapali się światełko na module elektronicznym i usłyszymy dźwiękowy komunikat.








Po otwarciu pudełka w środku rzeczywiście jest podstawa, karty i przewodnik - nie brakowało żadnego elementu :) Uffffff
Karty przed położeniem na podstawie trzeba od siebie oderwać i najlepiej kłaść je pojedynczo.




Chwilę mi zajęło zanim przełożyłam wtyczki na właściwą stronę,nie chcąc ich uszkodzić.
Oczywiście Pawełek jak zawsze na początku gdy dostaje coś nowego był bardzo zainteresowany i ciekawy mimo złego samopoczucia - coś go bierze tylko nie bardzo wiadomo co (był przeziębiony i wyglądało że mu przeszło,a po kilku dniach gorączka nie wiadomo z czego). Chwilkę się pobawiliśmy ale ze względu na temperaturę zabawa została odłożona na później. Dziś od rana mimo w dalszym ciągu złego humoru i samopoczucia Pawełek bawi się w najlepsze grą. Ciągnie mnie żebym mu towarzyszyła, ale przynajmniej nie złości się już tak bardzo.Nie może sobie jeszcze ze wszystkim poradzić, ale  myślę że to kwestia czasu.











Zdjęcia robione telem ale to chyba widać.

Ciekawe spędzenie czasu.Niby ma uczyć oraz pomagać rozwijać pamięć,na ile podziałała ona w ten sposób podejrzewam że dowiemy się dopiero za jakiś czas-czego na pewno nie omieszkam pominąć.
Czytaj dalej »

Moje pisanie

sobota, 19 listopada 2016

Udostępnij ten wpis:
Nie tylko lubię czytać książki,opowiadania,wiersze.Zdarza mi się również "tworzyć" własne męczydusze :)
Tak!
Tak nazywam to co uda mi się napisać.Najczęściej piszę o tym co mi na duszy leży.W dzieciństwie pisałam opowiadania o księżniczkach.Ostatnio coraz częściej zdarzają się tematy bardziej dla dorosłych.Dość sporo mojej "twórczości" jest oparta o przemyślenia z dnia codziennego lub ma swoje podłoże we wspomnieniach,zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, lub jest całkowicie oderwana od rzeczywistości.Jednak moja wyobraźnia jest tak bujna że ma chyba nieograniczone pole :)
Piszę co mi ślina na język przyniesie i kiedy czuję taką potrzebę.Czasem jest nostalgicznie,poważnie,a czasem wychodzi śmiesznie lub wręcz głupkowato.Nie lubię zastanawiać się nad takimi rzeczami jak interpunkcja oraz czy to, co napisałam komuś przypadnie do gustu? czy może zostanę skrytykowana? Gdy mam taką ochotę liczy się tylko pisanie i nic poza tym.Czasem tylko przychodzi refleksja czy pokazywać to komukolwiek czy nie.
Każdy ma jakiś swój sposób na pozbycie się emocji, które go rozsadzają,a najgorsze co może być to tłumienie wszystkiego w sobie.A moim jest właśnie pisanie.


Nie chce więcej pisać do szuflady. Tak więc jak będę miała taki kaprys to możecie spodziewać się że znajdziecie u mnie oprócz testów i recenzji  również moje "męczydusze".

Hmmmmm..... może akurat komuś się spodoba? Albo ktoś zasugeruje o czym chciałby przeczytać napisany przeze mnie tekst.





I tak jak podczas czytania, niemal z każdej kolejnej pozycji biorę jakąś cząstkę dla siebie.Tak podczas pisania zostawiam w tekście jakiś mały kawałek siebie.

Tak wiele myśli jest w mojej głowie,
Kto wie?Kto je wypowie?
Kto zrozumieć zdoła?

Do następnego razu :)
Czytaj dalej »

Moje czytanie

czwartek, 17 listopada 2016

Udostępnij ten wpis:
Czym jest dla mnie czytanie?

Gazety nie specjalnie lubię,dlatego czytam głównie książki - różne.Nie mam oporów przed kryminałami, romansami czy bajkami.Choć te ostatnie czytam w zwiększonej ilości siłą rzeczy od kiedy zaszłam w ciążę.Najchętniej sięgam po tematykę przygodową,fantastyczną i historyczną.W ostatnim czasie dość często w moje ręce zaczęły wpadać książki zawierające również tematykę erotyczną i póki co nawet mi się spodobały :)

Nie lubię wypożyczać książek w bibliotece,może po części dlatego że dość często są mocno zniszczone - nawet jak jest to stosunkowo nowa książka.Jednak niemal jestem pewna że to i po części wina zboczenia zawodowego.Wolę kupione w księgarni pachnące nowością,choć przyznać muszę że kocham również je dostawać lub wygrywać w konkursach - gdy szczęście mi dopisze :)
Wiem że to zabrzmi przeciwnie do tego co przed chwilą napisałam,ale mimo swojego zboczenia czasem sięgam również po stare książki lub stare wydania.Gdy biorę taka książkę do ręki, zastanawiam się co jeszcze poza tym co kryje w okładkach mogłaby mi opowiedzieć?Gdzie była?Kto ją trzymał w rękach?Kto przeczytał?Kto zagiął ten,a kto tamten róg?Co widziała i słyszała?Z pewnością nie jedna mogłaby napisać kolejną własną powieść :) Kocham wśród takich "zabytków" wyszukiwać prawdziwe perełki i rozkoszować się nimi.I mimo że zupełnie inaczej wygląda książka zniszczona przez czas a inaczej przez kogoś,to niemal zawsze choć troszkę staram się ją odrestaurować.
A może po prostu lubię wydania jak najbliższe oryginałowi?

Czasem sama zastanawiam się czy to normalne że podczas czytania wczuwam się tak bardzo, że niekiedy mam wrażenie, iż daną sytuację sama przeżywam lub przeżyłam.W zależności od książki wczuwam się bardziej lub mniej,ale niemal zawsze na tę chwilę,chwilę którą spędzam z książką jestem kimś innym i odczuwam emocje najczęściej głównego bohatera.Chyba dlatego dość często przeżywam Deja vu.
 
Zdecydowanie wolę wielonarrację.Lubie gdy na tę samą sytuację mam pogląd z kilku perspektyw,ale jak jest ich za dużo to jest to wówczas dla mnie nieco przytłaczające.

Ze względu na przeprowadzkę i ograniczone miejsce znaczna część książek jest jeszcze w kartonach na strychu.Pomysł gdzie będzie ich miejsca docelowe już jest.Projekt półek też już zrobiłam.Teraz tylko czasu żeby w pierwszej kolejności zrobić to co konieczne a potem brać się za resztę.
To namiastka mojej biblioteki (upycham je gdzie się da i udaję że nie widzę spojrzeń męża jak zobaczy następne książki :) :








Mimo mojego uwielbienia dla niektórych tytułów, to nadludzką siłą powstrzymuję się od sięgania po nie po raz kolejny,chyba że potrzebuję odszukać konkretny fragment.Szybko staram się sięgać po kolejną pozycję żeby uniknąć kaca książkowego.Niejednokrotnie trafiłam na książki które mimo że nie szły mi nijak to starałam się przewertować do końca.Jednak zdarzyło mi się zetknąć z takimi książkami po przeczytaniu których dostałam takiego odrzutu od książek, że przez długi okres nie mogłam się przełamać żeby znowu zająć się tym co przecież sprawia mi tyle frajdy.

Od kiedy mamy potomka czas na czytanie mam ograniczony,ale za to tematykę rozszerzoną o bajki,bajeczki,baśnie i legendy nie tylko polskie.

Pawełek w swojej biblioteczce ma nie tylko bajki współczesne albo nowe,bardziej kolorowe wydania starych bajek.Przez wzgląd na mój sentymentalny stosunek do staroci znajdują się tam m.in. wydania "Baśni Braci Grimm" z 1982r. czy "Baśnie z 1001 Nocy" z 1960.Jedne z nielicznych które udało mi się zdobyć za stosunkowo niewielką kasę i w super stanie.

A tak prezentuje się póki co skromna biblioteczka Pawełka:






Dzięki synkowi mogę wrócić do czasów własnego dzieciństwa i patrzeć na tamte czasy z jeszcze innej perspektywy,a także po prostu przenieść się w inny świat.

Hmmm....Czy to możliwe że istnieje świat równoległy?
Naukowcy niech badają.Ja po prostu sięgnę po kolejny tytuł i przeniosę się w jego odmęty oraz jak zawsze postaram się z niego wyciągnąć jakąś naukę dla siebie :)

Teraz już wiecie dlaczego co jakiś czas będą pojawiać się również recenzje książkowe.

Zapraszam na kolejny wpis,który już niebawem :)
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia