Strony

Wesołych Świąt!!!

piątek, 23 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Wiem że ostatnio Was zaniedbuję,ale mam nadzieję że mi wybaczycie i przyjmiecie skromne życzenia świąteczne, które chcę Wam złożyć:


Wesołych Świąt spędzonych w gronie najbliższych,
Smacznych potraw,
Udanego kolędowania w doborowym towarzystwie
I przede wszystkim dużo,dużo,dużo zdrówka dla wszystkich
oraz spełnienia marzeń i samych życzliwych ludzi wokół Was.

No i jeszcze żebyście ze mną i moim zrzędzeniem wytrzymali jak najdłużej :)
Przesyłam z moimi kochanymi chłopakami.
Czytaj dalej »

Mało świateczne święta

sobota, 17 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Miał być wpis o wyprawie na jarmarki i kiermasze przedświąteczne,ale.........

Zgubiłam wczoraj dowód rejestracyjny do mojego auta.
Pan mąż wziął kluczyki do mojego auta żeby przeszukać samochód czy w nim gdzieś nie posiałam. Oczywiście wypadł mi z etui i wsunął się pod dywanik a ja w nerwach tak szukałam że nie znalazłam.
Ufffffff.......

Najważniejsze że się znalazł.
Ale.
No właśnie. Mój kochany mąż oczywiście miał inne plany niż ja - choć mieliśmy jechać razem! - i pojechał w swoją stronę tylko zabrał kluczyki i mój dowód rejestracyjny ze sobą.Do pozostałych aut gdzieś wsadził i prawdę mówiąc nie wiem gdzie są.Więc ciul z tego że mam 3 samochody pod domem jak jestem uziemiona!!!
Choć go kocham to na prawdę jak mu kiedyś za takie akcje głowy nie odgryzę to będzie dobrze.
Mąż pojechał, a ja z synkiem zostaliśmy w domu.

W dzieciństwie lubiłam święta i przygotowania do nich. Jeździłam do babci i po pomocach w domu rodzinnym pomagałam jeszcze babci w przygotowaniach. Od Mikołaja jakoś tak czuło się już atmosferę świąt.
Od jakiegoś czasu magia coraz bardziej pryska.
Przygotowania? Sprzątać przecież i tak się sprząta w miarę regularnie wszystko.
A jedzenie? Od kiedy jesteśmy na swoim stwierdziłam że nie ma większego sensu gotować nie wiadomo co i w jakichś strasznych ilościach.
Dlaczego?
Gości raczej się nie spodziewam, w dodatku my i tak się wybieramy to tu to tam więc święta musiałyby chyba z tydzień trwać żeby wszystkich obskoczyć i zdążyć przyjąć u siebie. Na Wigilię jeździmy do jednych lub drugich rodziców i zabieram ze sobą tyle to mamy ustalone że mam przygotować.Część zostaje w domu - będzie obiad w pozostałe dwa dni świąt. Gotować nie mam zamiaru nic więcej po tym jak w tamtym roku połowę i tak musiałam wyrzucić bo się popsuło - po prostu nie daliśmy rady wszystkiego zjeść. Wigilia u teściów, Boże Narodzenie u moich rodziców,Szczepan - jazda do szwagierek i ciotek. I po świętach - spędzonych więcej w trasie.
Choinka? Przy moim małym dziczku mamy małą i sztuczną,która stoi ubrana przez cały rok schowana do worka i szafki. W Wigilię ją wyjmuję, odkurzam i stawiam na parapecie, w najmniej uczęszczanym pokoju.
Wiem mało świąteczny klimat i podejście. Dlatego wyjazd na kiermasz czy jarmark wprowadzał mnie przez ostatnie kilka lat w bardziej świąteczny nastrój. Jak się napatrzyłam na te wszystkie ozdoby, szopki czy aniołki to jakoś tak mi się to wszystko udzielało. Zawsze coś kupimy synkowi - drobiazg żeby miał pamiątkę że byliśmy. Pokosztujemy serwowanych potraw,posłuchamy kolęd. Dzięki temu wszystkiemu jakoś mi się tak lżej robi - no udziela mi się i tyle. Mimo że już nie ma tego czaru co kiedyś to jednak jakąś odrobinę zabieram ze sobą.

A w tym roku? Nie czuję świąt w ogóle. Miałam nadzieję że pojedziemy to mi się znowu udzieli choć troszeczkę a tu nici z wyjazdu. Wszystko co mam do zrobienia robię mechanicznie, bez tego entuzjazmu i oczekiwania. Nawet robienie bombek z origami nie jest takie wciągające mimo że próbuję zarazić nimi synka.
Nie wiem czy brak śniegu czy wiek tak działa, że zatraca się pewne dziecięce wyobrażenia. Nie wiem czy to tylko ja tak mam czy większości osób tak się zdarza?
Jest jeszcze tydzień,może akurat coś mnie na nowo choć na chwilę zarazi i znowu poczuję w tym roku święta?

Dziecięca radość i wiara w magię jest cudowna.
Czytaj dalej »

Oddawaj różdżkę, PHONG! Łukasz Wasilewski

środa, 14 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
 Mam dla Was kolejnego e-booka.
Tym razem jest to "Oddawaj różdżkę, PHONG!" napisany przez Łukasza Wasilewskiego.



 Jest to książka o tym jak przewrotny potrafi być los i o tym do czego może doprowadzić determinacja:

"Jeśli się w coś wierzy i ma się co do czegoś pewność, to trzeba o to walczyć jak lew,
bo lepiej płakać po porażce, dzielnej walce i urwanej nodze, niż cieszyć
się po odwrocie w jednym kawałku".

Piotrek pracuje w Fundacji, która "pomaga" kobietom spojrzeć w inny sposób na swoje życie i oczekiwania, głównie względem płci przeciwnej. Chce jednak zmienić coś w swoim życiu,przez co łamie regulamin i ostatnim celom nie wyjawia prawdy o swojej pracy.
Początkowo po odejściu z Fundacji uderza w konkury do Zosi Grocholi - celu. Jednak nie kończy się to zbyt dobrze.
Drugi wybór pada na Tatianę, ale okazuje się być nie do końca tym czego oczekuje.
W końcu decyduje się na Natalię,fankę komiksów i wręcz psychofankę Batmana. Ale, ale..... nie tak szybko. Jako że nie ujawnił się jej uprzednio w dodatku zachował się jak delikatnie mówiąc dupek, nieźle musi się napocić żeby przekonać ją do siebie. Pomaga mu w tym jego najlepszy kolega,z którym pracował w Fundacji. Łamią przy tym notorycznie regulamin,co może się źle dla nich skończyć.Tym bardziej że obowiązuje on nawet po odejściu z pracy.
Gdy już mu się wydaje że Natalia mu wybaczyła i dała szansę umawiają się na spotkanie z jej przyjaciółkami. Krótko mówiąc nie kończy się to zbyt dobrze.
Początkowo Piotrek poddaje się.A po krótkiej rozmowie w trakcie, której Natalia mówi żeby dał jej spokój raz na zawsze, nie widzi nadziei na wspólną przyszłość. Przyjaciel pomaga mu w ostatniej próbie przeprosin i zdobycia jej serca raz na zawsze.
Natalia ma swój styl i gust, który nie wszystkim odpowiada. Nawet jej najlepsza przyjaciółka momentami naciska na zmianę wizerunku,co jej zdaniem podziała na jej korzyść i pomoże w znalezieniu odpowiedniego faceta. Kiedy dowiaduje się że Natalia umawia się na nowo z gościem, który wystawił ja do wiatru próbuje jej go obrzydzić. Jakby wiedziała że obie mają chrapkę na tego samego mężczyznę. Po konfrontacji opowiada o ich przygodzie, czym zasiewa ziarno goryczy. Ale...... kto wie co przyniesie przyszłość?
Sposób w jaki mogą spotkać się po raz kolejny i być może ostatni, jest dość specyficzny i wymaga nie lada gimnastyki żeby zdobyć potrzebne rekwizyty. Ale od czego ma się przyjaciół i zna słabości wybranki.
Nie jestem zwolennikiem torturowania zwierząt, ale polowanie na sowę w wolierze które widziałam oczami wyobraźni przyprawiło mnie o dobry ubaw.
Sztuki walki lubię, więc tym bardziej spotkanie wysłanników z Panem PHONG'iem spodobało mi się jeszcze bardziej.
   
Po części można tu znaleźć przykład męskiej przyjaźni i solidarności, a po części solidarności jajników. Bo jak inaczej nazwać polowanie na Piotrka przez, głównie fanki Zosi?
Jest również "najpotężniejsza broń kobieca". Seksapil i wdzięk posiada każda, tylko nie każda umie go wykorzystać, a inne wręcz same nie mają pojęcia jaką bronią władają.
Determinacja z jaką Piotrek dąży do zdobycia na powrót Natalii jest godna podziwu, choć nie jest może jakimś nadzwyczajnym heroizmem. Ale podoba mi się ten upór. Jak nie drzwiami to oknem, ale musi mieć 100% pewność że został skreślony przez tę dziewczynę.

Fragmenty, które najbardziej przypadły mi do gustu:

" - Heh, wiadomo, kto jest źródłem całego zła na świecie"

"jednak najlepszym zwierzakiem to byłby facet. Taki chłop to sam się
na spacer wyprowadzi i można go zostawić w mieszkaniu z otwartym
oknem. Niby o jedzenie też będzie krzyczał jak najzwyklejszy dachowiec,
ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Aaa, no i najważniejsze – nawet
jeśli ucieknie, to przynajmniej nie będę miała wyrzutów sumienia,
że sobie w życiu nie poradzi, a o takiego pieska to jednak trochę bym się
martwiła."
No i cytat zamieszczony na samym początku postu.

Książkę polecam jako miłą, ciekawą lekturę. Może mnie nie porwała, ale skreślić też jej nie mogę, zwłaszcza że miała kilka fajnych momentów.

W mojej skali daję: 7.

Zainteresowanych odsyłam tu:
www.lukaszwasilewski.pl
www.oddawajrozdzke.pl
 A wszystkich na kolejne moje wpisy :)
Czytaj dalej »

Testowanie Piromal 1

sobota, 10 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
#PirolamSzamponTestMeToo

Mam dla Was wpis na temat testowanego obecnie szamponu przeciwłupieżowego Pirolam.




Pierwsze co mnie zaskoczyło to opakowanie. Prawdę mówiąc pierwszy raz spotkałam się z szamponem, który ma ........... dozownik!
Zapach dość przyjemny,delikatny z lekko ziołową nutką.
Konsystencja powiedziałabym że nieco oleista i lepka.
Nie pieni się może jakoś nadzwyczajnie bardzo,ale jest tak że nie pieni się w ogóle - z resztą z informacji jakie znalazłam wynika że substancje w jego składzie nie przyczyniają się do intensywnego spienienia.
Mimo że się nie pieni jakoś nadzwyczajnie to powiedziałabym, że i tak jest dość wydajny.Na długość moich włosów (a są dość gęste i sięgają mi do kolan ) wystarczyło tyle ile nalałam w moją niewielką garść.

Moja pierwsza reakcja jak go użyłam:O Matko,moje włosy!!!
Niestety moje włosy są takie że nie mogę używać każdego szamponu jaki wpadnie mi w ręce - na większość reagują dość specyficznie - sklejają się i to tak że potem nie mogę ich rozczesać.I nawet najlepsze odżywki nie są w stanie tego zmienić.Najzwyczajniej nie pasuje im każdy jeden produkt do włosów dostępny na rynku.
Po pierwszy myciu właśnie tak było,ale "trudno jak już nałożyłam to pierwsze mycie będzie ostatnim.Teraz i tak już nic nie poradzę". Umyłam jeszcze raz.Nałożyłam odżywkę,spłukałam,odczekałam chwilkę żeby nieco podeschły i zabrałam się za rozczesywanie - zawsze, po myciu, rozczesuję jak mam jeszcze nieco wilgotne włosy.
Ku mojemu zaskoczeniu z rozczesaniem nie było aż takich problemów jak zazwyczaj w takich przypadkach.Poszło dość szybko i sprawnie. Uffffff.......
Tak się zestresowałam czesaniem, że dopiero później zorientowałam się iż moje włosy w dotyku są znacznie miększe niż zazwyczaj. Po kilku dniach stwierdziłam że w dalszym ciągu są stosunkowo miękkie.Choć nie przetłuszczają się jakoś bardzo to po użyciu tego szamponu nie przetłuściły się w ogóle. Do tego zauważyłam że łupieżu jest znacznie mniej,a skóra głowy jest mniej podrażniona.

I to wszystko tylko po kilku pierwszych myciach.Mam nadzieję że po kolejnych będzie tylko lepiej pozbędę się łupieżu raz na zawsze.

Zapraszam na kolejne relacje :)
Czytaj dalej »

Canpol babies - Blogosfera

środa, 7 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Witam Was.
Wiecie co?
Lubię wyzwania.
Coraz częściej mam ochotę rozszerzyć swoją przygodę z blogiem i spróbować sił w organizowaniu konkursów. Ostatnio znalazłam informację że Canpol babies co miesiąc organizuje nabór na kolejnych testerów ich produktów. 
Iiiiiiiiiii...............
Jak by było inaczej?
Wysłałam zgłoszenie i trzymam kciuki żeby się udało dostać.
Trzymajcie kciuki ze mną bo jeśli się uda to będzie konkurs , w którym nagrodę będzie sponsorował dla Was Canpol babies.

Zainteresowanych zachęcam również do wzięcia udziału,a poniżej dodaję link:

http://canpolbabies.com/pl/blogosfera 

Co Wy na takie moje szaleństwo?
Hmmm.
Nawet jak się komuś nie podoba to myślę że znajdą się osoby którym przypadnie to do gustu i będą z tego powodu bardzo zadowoleni - zwłaszcza jak się okaże że wygrał :)
 Tak więc trzymać kciuki żeby mi się jednak udało :)
Czytaj dalej »

TestMeToo

Udostępnij ten wpis:
<a href="https://testmetoo.com/dolacz-do-nas/?s=UserStats&k=6&token=928b551ab730d4753c08ec3fe88c67e7"><img alt="TestMeToo - dołącz do nas" style="border: 0; outline: 0;" src="https://testmetoo.com/images/banner1.png"></a>
Czytaj dalej »

Grill

niedziela, 4 grudnia 2016

Udostępnij ten wpis:
Kto powiedział, że poza sezonem nie można urządzić sobie grilla?
Niegdyś dostałam grill elektryczny.
Prawdę mówiąc to nigdy jakiegoś przekonania do tego sprzętu nie miałam, ale stoi to może sprawdzimy jak to ustrojstwo działa.



Ciągle mam w pamięci czasy gdy zaczęły wchodzić u nas zwykłe,metalowe,przenośne grille stawiane w ogrodach na czas imprezy i chowane gdy tylko węgiel ostygł na tyle że można było bezpiecznie je wysypać.
Mój pomysłowy tatuś nawet w czasie niepogody nie zrażał się do korzystania z niego w efekcie czego na wiacie były rozwieszane jakieś stare kotary żeby uchronić wszystkich zgromadzonych przed deszczem czy śniegiem.Stawiało się ławki z kilku klocków,które później zostały pocięte na pal do pieca, na których była kładziona deska.Takie niemal obozowe warunki podczas szalejącej burzy były super - zwłaszcza dla gówniarza jakim wtedy byłam :)
Jeszcze fajniejsze były warunki nieco bardziej ekstremalne,ale może lepiej publicznie nie będę o nich wspominać.
Bądź co bądź przywykłam do smaku kiełbaski z dozą węgla i pachnących z daleka. Grill elektryczny? Matko co to nie wymyślą? Prądu ciągnie pewnie do diabła a smaku na pewno i tak nie ma takiego jak ta okopcona dymem.

Jak w końcu się zdecydowałam wypróbować tak teraz co jakiś czas serwuję moim chłopakom najczęściej mięsko i warzywka przyrządzone przy użyciu właśnie grilla elektrycznego. I powiem wam tak bardzo szczerze, że przekonałam się do niego,mimo że brakuje mi zapachu dymu.
Ustawiam temperaturę.Kładę produkty i co jakiś czas tylko obrócę na drugą stronę. Płyta wręcz błyskawicznie się nagrzewa i równie szybko stygnie,co nawet przy moim dzikusku nie przeraża mnie tak jak tradycyjny grill.Owszem trzeba pilnować żeby nagrzanego nie dotknął czy nie ściągnął na siebie ale przynajmniej po skończonej pracy chwila moment żeby ostygł i można umyć i schować.
Oczyszczenie też nie jest jakąś wielką filozofią: wystarczy miękka gąbeczka i odrobina płynu.Przetrzeć,spłukać,przetrzeć ręcznikiem papierowym żeby osuszyć i całe sprzątanie. Podobno nadaje się do mycia w zmywarce - nie mam zmywarki więc nie sprawdzałam czy po takim myciu w dalszym ciągu będzie działał.
Dodatkowy plus to to że w niepogodę nie trzeba się gimnastykować żeby grilla móc odpalić.Tu wystarczy mieć na czym go postawić ( najlepiej na w miarę równym podłożu ) no i gniazdko z prądem.
Kabel mnie nieco denerwuje bo jak w większości sprzętów jest bardzo krótki i trzeba wspomagać się przedłużaczem - mam starą kuchnię,w której mam dosłownie 2 gniazdka na krzyż. Ale dzięki temu mam również dodatkowe atrakcje w czasie używania większej ilości sprzętów elektrycznych. Dlaczego? Otóż żeby móc używać więcej rzeczy muszę podłączać je do przedłużacza, który i tak jest podpięty do złodziejki. Jeśli jest tego wszystkiego za dużo czasem kończy się serią fajerwerków z gniazdka i wywaleniem korków. Mimo że wiem o tym to jakoś nieraz nie pomyślę,podłączę to i tamto bo mi potrzebne i dalej z robotą a za moment wołam mojego żeby korki włączył. Jego wzrok wówczas mówi wszystko :) ,a ja zastanawiam się kiedy sfajczę sprzęty,siebie albo dom?
Nawiasem mówiąc to fajnie by było gdyby faktycznie kable przy różnych sprzętach były dłuższe.

A teraz prezentacja tego co ostatnio zrobiłam na moim grillu:








Oczywiście zdjęcia jak zwykle zrobione w ostatniej chwili telefonem, ale na słowo możecie mi uwierzyć że wszystko było pyszne.Z wierzchu ładna chrupiąca skórka, a w środku soczyste zarówno mięsko jak i warzywka. Tylko karkówka była marynowana.Marchewka,pietruszka i buraczek zrobione al dente. 
Ktoś powie że zła matka ze mnie bo serwuję takie jedzenie dziecku,ale powiem szczerze że 1.młody lubi grillowane produkty,a 2.to nie jemy tak codziennie tylko raz na jakiś czas.

Osobiście polecam każdemu kto szuka alternatywy dla tradycyjnego grilla,którego można użyć niemal zawsze i wszędzie - o ile ma się dostęp do prądu - i który nie zajmuje za wiele miejsca.

W mojej ocenie od 1 do 10 daję:9 - i to dlatego że brakuje mi dymu :) 

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia